Zapisz się do newslettera!
Od czasu do czasu wyślę Ci linki do najnowszych artykułów.
Żadnego spamu i reklam – obiecuję!

Jakiś czas temu prowadziłem wśród młodzieży licealnej autorskie szkolenie z szeroko pojętego rozwoju osobistego. Elementem spajającym poruszane na szkoleniu zagadnienia, była metafora porównująca życie i różne jego aspekty do gier komputerowych i wykorzystywanych w nich mechanik i narzędzi.
 
Jeśli wydaje Ci się, że Twoje życie w niczym gry nie przypomina, to tekst jest dla Ciebie 🙂

Czy to jakaś gra?

Tysiące razy grałeś w przeróżne gry. Od gier losowych po logiczne, od planszowych po komputerowe, od sportowych, po karciane. Tysiące odmian, gatunków i wersji. Wykorzystujące najprzeróżniejsze mechaniki. Bez trudu rozpoznajesz co jest grą, a co nią nie jest. Ale po czym to poznać? Czy zastanawiałeś się kiedykolwiek nad definicją pojęcia „gra”?
 
Wziąłem sprawy w swoje ręce i przejrzałem kilka słowników. Sprawa prosta – o grze mówimy wtedy, kiedy mamy równocześnie spełnione dwa warunki:
  1. rozrywkę
  2. zasady
Czyli, jeśli się bawisz, ale nie według konkretnych, skodyfikowanych zasad – to nie jest gra.
Jeśli robisz coś według ustalonych zasad, ale nie ma przy tym fanu – to też nie jest gra.

Model rzeczywistości

Tak na prawdę, to nie życie przypomina grę, tylko odrotnie. Gry są najczęściej uproszczonym modelem prawdziwych zjawisk. W przypadku symulatorów sprawa jest oczywista – do tego stopnia, że latając wirtualną awionetką mamy odzorowany prawdziwy kokpit i hiperrealistyczną fizykę.
W przypadku gier strategicznych czy ekonomicznych, tematyka również nie pozostawia w tej kwestii żadnych wątpliwości. Monopoly to model rynku kapitałowego (niestety kiepski), Osadnicy z Catanu to model kolonizacji wyspy i wykorzystania zasobów, a Dungeon Keeper to symulacja piekielnego lochu.
Przy grach sportowych tego na pierwszy rzut oka nie widać, ale np. praprzodek współczesnego footballu – pelota w którą grali Aztekowie – miała charakter rytualny. Według historyków, gra między dwiema drużynami odzwierciedlała walkę między siłami ciemności a siłami światła. Równie trudno doszukać się pierwowzorów w klasycznych grach logicznych czy karcianych, w których tematyka jest zupełnie abstrakcyjna (mahjong, go, makao) – ale pamiętajmy, że i te gry mają kilkusetletnią tradycję, więc niewykluczone, że ich powstaniu również towarzyszyła jakaś istotna symbolika.

Życie jest trochę jak gra komputerowa.
Masz swoją postać – siebie. Rozwijasz swoje skillsy, podnosisz statsy, nabijasz experience. Dostajesz różne questy do wykonania. Zdobywasz artefakty i przechodzisz na kolejne levele.

Aż trudno się oderwać

Jak to jest, że angażujemy swój czas grając w gry, których tematyka wydaje się najnudniejsza na świecie np. łapanie much albo krojenie jabłek? Co sprawia, że setki razy wracamy do tej samej planszówki i rozstawiamy drewniane ludziki na mapie? Dlaczego spędzamy tyle godzin z telefonem w dłoni wykonując zupełnie absurdalne czynności?

– Piotr, co ty tam robisz?
– obsiewam pszenicę

 

Gry mają kilka rzeczy, które my ludzie, lubimy:

Jasne zasady
W grze obowiązują reguły gry. Im bardziej zrozumiałe, tym gra jest bardziej „grywalna”.

Cel
W każdej grze dostajesz cel, który jest bardzo precyzyjnie zdefiniowany.

Rywalizacja
Grasz, żeby wygrać. W zależności od rodzaju gry musisz pokonać grę, przeciwnika lub samego siebie.

Kombinowanie
W grze na ogół trzeba rozwiązać jakiś problem (wyjątek stanowią gry losowe) – musisz zatem kombinować i przyjąć jakąś strategię.

Zaskoczenie
Sytuacja w grze stale się zmienia. Raz na skutek losowości samej gry, innym razem w wyniku działań przeciwnika.

Nagroda
W grze czeka Cię nagroda. Na ogół sprowadza się ona tylko do satysfakcji z wygranej.

Jeśli jest cel, jest problem do rozwiązania i strategia, a do tego rywalizacja, zaskoczenie i nagroda, to są w tym wszystkim również emocje. Elektrochemiczne rekacje zachodzące w mózgu, wyzwalające hormony szczęścia (albo i nieszczęścia), które motywują i sprawiają, że angażujemy się w rozgrywkę.

Grywalizacja

Nic zatem dziwnego, że popularnym i modnym od kilku lat tematem w biznesie i marketingu jest tzw. grywalizacja (ew. gryfikacja). Mówiąc najogólniej, chodzi w tym o to, aby wprowadzić do usystematyzowanych czynności, które nie budzą szczególnych emocji i zaangażowania (np. wprowadzanie danych) elementów mechaniki gier, w taki sposób, aby były atrakcyjne i bardziej motywujące.
W ten sposób, zatrudnieni w co bardziej innowacyjnych korporacjach, pisząc kolejne linie kodu, czy rejestrując kolejne umowy w systemie, zbierają punkty, otrzymują rangi, rywalizują ze sobą i zdobywają nagrody. Fajnie? A pewnie, że fajnie!

Dzięki grywalizacji pracownicy są bardziej zmotywowani, ich wydajność rośnie, a przy tym wszystkim dobrze się bawią.
A czy codzienne czynności i zadania życiowe też można „zgrywalizować”?

Zagraj w życie

Żeby „zgrywalizować” swoje codzienne czynności i zadania życiowe, tak na prawdę wystarczy zacząć o nich myśleć jak o grze. Weź dowolną dziedzinę swojego życia, którą uznajesz za konieczną, ale dość nudną i przemyśl ją pod kilkoma względami:

Cel
Ustal cel. Najlepiej jakiś SMART’ny 🙂

Zasady
Ustal zasady gry.
Żyjemy w świecie obwarowanym zasadami. Od przepisów prawnych, po tradycje i zwyczaje, schematy zachowań, normy społeczne. One nie zawsze są jasne i oczywiste, dlatego analizuj je tak, jakbyś czytał instrukcję od planszówki.

Rywalizacja
Nie musisz szukać przeciwnika. Najczęściej sam jesteś swoim oponentem. Pokonaj siebie. Zrób to lepiej niż ostatnim razem. Załatw szybciej. Popraw wynik.

Kombinowanie i zaskoczenie
Opracowuj strategię. Sytuacja się zmieniła. No cóż – gramy dalej. Pora na plan B.

Nagroda
Możesz przyznawać je sobie sam. W prawdziwym życiu nagrody są dużo bardziej wartościowe niż fanfary i animowane confetti. Niekoniecznie materialne. Nagroda, to często np. zwiększenie szansy na osiągnięcie Twojego kolejnego celu.

Życie jest grą, zagraj w nią.

Matka Teresa z Kalkuty.